6.01.2010
Dzień wolny! Hohoho za sobotę :P Spędzony leniwie, planując wieczorną randkę (wolna chata rodziców S.!), nowy komplet bielizny, nowa bita śmietana (nawiasem mówiąc jak kupuję seksi bieliznę i do tego jeszcze bitą śmietanę jestem pewna że kasjerka ma mnie za świntucha) i może dobrze? Bita śmietana była do kawy - tak gwoli ścisłości ;).
Zaliczony po drodze bank - sieroto! Z nowym pinem do konta - sieroto! Randka!
Och... co to była za randka :D - wspomnienie radosne.
Pod koniec Randki przez naprawdę duże R! ;) przypomniano mi o imprezie sobotniej, na którą nie idę. Ale za to idzie Sandra (who is this?!), Żanetka, Moniczka, Sriczka, Gosia, Zosia i Martusia - co poniektóre w wersji dwuosobowej (ale Sandra nie, who is this?!) a reszta tej większej i piękniejszej części to takie niezbędne tło jak Łukasz, Karol i chyba to by było na tyle. Teraz może zionę ironią, ale tak naprawdę przez większość czasu jest mi smutno i przykro. Bo generalnie Pan S. zrobił chyba wszystko bym nie brała udziału w tym święcie - wspomnienie nieradosne.
Jutro rocznica (dwa lata) - wspomnienie nieradosne. Ani słowa na temat tego dnia.
Ani z mojej strony ani z jego. Nie ma co świętować - chyba. A przynajmniej na to wygląda.
7.01.2010
Zapomniałabym o dzisiejszym dniu... hmm.. dzień ogólnie nudny jak najnudniejsze na świecie flaki w oleju. W pracy - totalnie nic ciekawego. Wypełniony strachem i wyrzutami sumienia z powodu anatomii po brzegi wszelkich brzegów.
A teraz.. przerwa na Ally... a potem przerwa na sen :P Zajebiście.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz