Wolny weekend rozpoczął się dość leniwie zachmurzonym niebem i jesiennym wiatrem. Małpiszon ładnych kilka godzin rozmyślał jak spożytkować ten nadmiar wolnego czasu jakim uraczył go los.
Nie mogąc nic oryginalnego wymyślić prócz wydawania ciężko zarobionych pieniędzy w okolicznych miastach i wsiach stwierdził, że dla jego własnego zdrowia finansowego i psychicznego lepiej będzie jak pojeździ na rowerze. I pojeździł.
Ubrany w podarte dżinsy, spraną bluzę z kapturem, trampki i stary sweter pamiętający jeszcze wczesne lata 90. Widziano go tu i tam i gdzieniegdzie. Czuł jak ogarnia go pełnia szczęścia gdy wyciągał z kieszeni bluzy zwinięte opakowanie prażonego słonecznika.
I myślał jaki piękny dzień - lekko słoneczny mimo że chłodny - taki polskozłotojesienny. Miał w perspektywie że jeszcze tego samego dnia będzie z innym Małpiszonem przechadzał się między drzewami w pięknym lesie miechowiczańskim.
:D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz