Próbowałam przemilczeć ale jakoś trudno... po prostu głupio mi że tak to wszystko zostawiłam. Trudno też mi ruszyć dupsko i jakos się wytłumaczyć. Od 27 lutego niewiele się działo.. mówię o czymś ciekawym, górnolotnym.. o pracy pisać nie chcę i nie będę. Temat pominę w swoim życiu totalnie, no chyba że coś strasznie strasznego lub strasznie niestrasznego się stanie. Uznajmy że to przykra konieczność do spełniania codziennego, a zresztą.. co mnie to obchodzi.. jest weekend i trzeba się tym cieszyć :D.
Od 27 lutego datą wartą zapamiętania były tydzień temu prawie odprawione urodziny mami :D rano byłam z rodzicami w kościele co bardzo mi się podobało i może ? to będę powtarzać ;) Popołudniu impreza, mój udział był czysto teoretyczny gdyż Bunia wpadła na pomysł zabrania obydwóch swoich pociech i ktoś musiał ich czymś konkretnym zająć. Ale było miło i wesoło. Tydzień, jak to tydzień.. aaa... ślub Dzióbka 27 maja 2011 roku :) i dostaliśmy też zaproszenie na ślub Michała i Bernadety ;D - kto to? Michał to jeden z przyjaciół S. :) Ślub i wesele w weekend majowy.
A ten weekend rozpoczęłam wczoraj i świętuję ciastem czekoladowym z kremem krówkowym i polewą z białą czekoladą :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz