20091109

el cztery czas zacząć...

No to się mam fajnie. Urlop pod znakiem wściekłego choróbska rozpoczął się nader przyjemnie o 8 zero zero a.m. Czułam już coś w sobotę, w niedzielę już czułam coś więcej (a sądziłam że już nie jestem zdolna do wyższych uczuć) a w poniedziałek czyli dziś jest tylko potwierdzeniem diagnozy postawionej dwa dni temu: angina. Albo po prostu zwykłe przeziębienie. No importa. Siedzę sobie w domu i nadrabiam zaległości. W ściąganiu filmów - względnie seriali typu Desperate Housewives, House M.D., z Gossip Girl mam zamiar się bliżej zapoznać gdyż mam przesłanki iż trochę snobem trzeba być. Chcę się wybrać do biblioteki po Zbrodnię i Karę Dostojewskiego bo marzy mi się przejście przez to dzieło literatury światowej. Albo coś ze mną nie tak, albo tak, nie wiem ale mam ogromną chęć pokazania światu że inteligentna, oczytana w wszystkich aspektach życia ze mnie babka. W końcu styl życia jaki się prowadzi jest też miarą sukcesu. A już dawno odkryłam, że nie ma co udawać kogoś kim się jest, zwłaszcza gdy się jest na to zbyt leniwym. Minimalizm proszę pani, minimalizm to jest to co tygryski, prosiaczki i osiołki lubią najbardziej.

Brak komentarzy: