20110102

Siwy dym

Żałość.
Po prostu kurwa żałość.
Nad czym tak się roztkliwiasz? Nad czym, nie rozumiem ? Po co wracasz do przeszłości? Po co to rozpamiętujesz? Dlaczego właściwie wciąż o tym wszystkim pamiętasz? Po co chcesz pamiętać?

Bo tego nie rozumiem. A chciałabym. Nie potrafię sobie z tym poradzić, choć wszystko wskazuje na to że życie mam w miarę pięknie poukładane. A mimo to przychodzą takie chwile kiedy myślę że już chyba nigdy się z tego nie uwolnię. Że to zawsze będzie ze mną.
Zawsze lubiłam dramatyczne chwile, i lubiłam rozpamiętywać, natomiast to co stało się cztery (!) lata temu, co właściwie właśnie wtedy się rozpoczęło, wolałabym zapomnieć, albo przynajmniej znaleźć sposób na poradzenie sobie z tym.

Jak chcesz zapomnieć jak regularnie wyciągasz te śmieci spod łóżka?

To nie są śmieci, coś co ukształtowało mnie w pewien sposób, coś co spowodowało że jestem teraz kim jestem, to nie jest śmieć, inaczej ja też byłabym śmieciem.
Chciałabym jedynie móc to wszystko przekuć w co prawda złe ale umacniające mnie wspomnienia. Marzę od dawna żeby to poukładać. Żeby z żalem nie myśleć o tym co było, o tym co stało się ze mną, nie trząść się przechodząc obok niektórych miejsc, obok niektórych osób, nie uciekać. Nie bać się siebie, oswoić ten ogrom emocji i uczuć, które tak wielkie wtedy trzymają się mnie do dziś.
Tylko jaki na to sposób znaleźć?

Udawanie że to się nigdy nie stało. Udawanie obcej osoby. To jego strategia. Tylko że bez udawania.

Masz do niego żal. Nadal.

Tak, niestety, tylko to do niego wciąż czuję. Żal.

Nie o to co mogłoby być. Bo wiem, że nic, że i tak koniec był jedynym sensownym wyjściem by się przestać nawzajem ranić. Tylko o to co było. O to mam żal. Bo ja wiele razy przepraszałam za to co zrobiłam źle. On tylko raz. I kosztowało go to tyle wysiłku co napisanie tego słowa.

Zawsze to do mnie wraca gdy zbyt dużo czasu spędzam sama, jestem w domu i włącza mi się myślenie. Normalnie nie mam na to czasu, praca, szkoła, jazdy, Walerian, I'm so tired. Nie chce mi się. Ale wystarczą dwa-trzy dni, dłuższe wolne, urlop i to wraca. Boże, dlaczego? Dlaczego w wiadomym dniu, o wiadomej godzinie patrzę w okno, dlaczego jak przechodzę tamtędy to spoglądam tam? Dlaczego jak jestem tu to myślę o tym co tu się działo? Przecież nie zamieniłabym tego co jest teraz na nic innego, a już na pewno nie na to co było. Jedna rzecz pewna.
Z nim nigdy nie byłam taka szczęśliwa jak teraz, jak przez ostatnie trzy lata, gdzie były porażki ale było ich tak nie wiele że sumując nie mają wpływu na całokształt.

c.d.n. niestety..

Brak komentarzy: