20100519

Czas coś naskrobać.

Wczesny powrót do pracy nastraja do refleksji, zamiast myśleć "opracy" wolę myśleć o czymś innym więc myślę co by tu... Tak. Życie się toczy, kołowrotem. Praca, dom, praca, dom. O nie, znowu zaczynasz undrul przynudzać jaka to jesteś nieszczęśliwa. N o dobra, to niech będzie o tym.. nieszczęśliwa. Jestem. Z całą pewnością. Odkryłam ostatnimi czasy, że jestem nieszczęśliwa. No są są jakieś powody do szczęścia, jestem (w miarę) zdrowa - a przynajmniej obecnie nic nie wiem o tym by było inaczej, mam kochających i kochanych rodziców za którymi szaleję i którzy mnie też chyba trochę lubią. A poza tym.. a poza tym, a poza tym... mam depresję. Zwielokrotnioną, rozmnażającą się i przez to wrastającą w coraz to nowe i nowe dziedziny mojego tzw. życia i po prostu przerażającą. Przerażającą mnie, bo raczej uporać mi się z nią ot tak sobie będzie trudno. Próbowałam już wiele razy: teoria "olewka totalna", teoria "jakoś to będzie", teoria "we wszystkim coś dobrego trzeba znaleźć", teoria "w końcu wyjdzie słońce" - wszystko to zaliczyłam. Nie przyniosło oczekiwanych skutków. Mam świadomość że ciągnie się to już od wielu lat, wiele lat temu, dajmy na to trzy, zdarzyło się coś złego czego skutki do dziś odczuwam. A do tego jak to Polak uwielbiam rozpamiętywać. Z jednej strony zawsze chciałam i robiłam wszystko w tym celu, nie zapomnieć, pamiętać o tym na jakim dnie emocjonalnym można się znaleźć, pamiętać tylko po to żeby tam nigdy nie wrócić. Nie wiem czy dobrze zrobiłam. Może nie i może przez to do dziś nie mogę się z tym uporać i mam do siebie dużo żalu, a w zasadzie nie tylko do siebie. I ma to wpływ do dzisiaj i na mnie, i na mój związek, i na relacje z ludźmi, i na pracę, dosłownie na wszystko. Do teraz tego co się stało nie potrafię sobie poukładać. A dobrze by było. Przede wszytskim wymyśleć co tu zrobić by sobie pomóc zwalczyć demony.
Tylko jak?

Brak komentarzy: